Upadłość firm – co hamuje polski biznes?

Pomiędzy 2016 a 2018 rokiem liczba niewypłacalnych firm wzrosła aż o 1/3. Co ciągnie je na dno? Rosnące koszty prowadzenia działalności, nieuczciwi kontrahenci czy brak odpowiednich kompetencji? W naszym nowym raporcie bierzemy pod lupę upadające biznesy i sprawdzamy, jak polscy przedsiębiorcy chcą uchronić swoje firmy przed perspektywą bankructwa.

Alma, Goclever, Atlantic czy Alfa Star – to tylko kilka najbardziej znanych polskich firm, które zakończyły działalność w ciągu ostatnich sześciu lat. Gdy o upadkach wielkich marek rozpisywały się media, w tym samym czasie w całym kraju po cichu zbankrutowało 4,6 tys. biznesów, a kolejne 1,2 tys. rozpoczęło restrukturyzację.

I choć od początku 2013 r. do połowy 2019 r. na miejsce każdej likwidowanej firmy średnio powstawało ponad 500 nowych, to jednak ryzyko biznesowej porażki nad Wisłą od kilku lat konsekwentnie rośnie. Tylko do końca lipca 2019 r. upadłość ogłosiło 351 działalności – 6% więcej niż dwa lata temu.

W naszym nowym raporcie wzięliśmy pod lupę bankrutujące biznesy nad Wisłą, by sprawdzić, w których branżach oraz regionach Polski upada ich najwięcej. O źródła problemów oraz największe obawy zapytaliśmy również właścicieli firm i pracowników z całego kraju. Jakie są według nich największe zagrożenia i co w ich opinii można zrobić, by ich uniknąć?

Upadłości firm w 2018 i 2019 r.

W ostatnich trzech latach dynamika upadłości konsekwentnie rosła. Jak wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej (COIG), w 2018 r. restrukturyzację lub upadłość ogłosiło 1080 firm – aż 15% więcej niż w 2017 r.

W tym roku trend może się odwrócić. Do końca sierpnia 2019 r. odnotowano łącznie 655 upadłości i restrukturyzacji – o 9% mniej niż w tym samym okresie 2018 r.

Spośród firm, które ogłosiły upadłość w 2018 r., największą część (55%) stanowią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Co czwarta upadająca firma to jednoosobowa działalność gospodarcza, a co dwunasta jest spółką akcyjną. Najrzadziej w ubiegłym roku upadłość ogłaszały stowarzyszenia, izby gospodarcze oraz cechy rzemieślnicze.

Grafika przedstawiająca dane dotyczące upadłości firm w 2018 i 2019 roku

Najwięcej firm upada w Warszawie

Blisko co czwarta polska firma, która upadła w 2018 r., to przedsiębiorstwo z województwa mazowieckiego. W ubiegłym roku upadłość ogłosiło tam 146 podmiotów, najwięcej w całym kraju. Aż 107 z nich to firmy zarejestrowane w Warszawie. To żadna niespodzianka, bo za sprawą stolicy Mazowsze jest dziś zdecydowanie najbardziej konkurencyjnym rynkiem w Polsce – spośród wszystkich nowo zarejestrowanych firm w 2018 r. co trzecia powstała właśnie tam.

Tuż za województwem mazowieckim na podium najbardziej konkurencyjnych regionów plasują się województwa śląskie (72 upadłości) oraz dolnośląskie (57 upadłości). Na Śląsku na miejsce każdej upadłej firmy powstało 57 nowych przedsiębiorstw, a na Dolnym Śląsku – 70.

W czołówce miast, w których upada najwięcej działalności, oprócz Warszawy plasują się również Kraków (27 upadłości) i Wrocław (26 upadłości). Pierwszą piątkę najbardziej ryzykownych dla biznesu miejsc w kraju zamykają Katowice (15 upadłości) oraz Poznań (14 upadłości).

Wiele wskazuje na to, że upadłościowa mapa Polski będzie wyglądać podobnie również na koniec 2019 r. Według danych COIG do końca czerwca najwięcej firm upadło w Warszawie (49 upadłości), Wrocławiu (19) i Krakowie (9), a w ujęciu regionalnym – w woj. mazowieckim (23% wszystkich upadłości), dolnośląskim (13%) i śląskim (12%).

Najbardziej ryzykowne branże

Handel, przemysł i budownictwo – to trzy najbardziej ryzykowne działy gospodarki w 2018 r. Spośród 615 firm, które upadły w ubiegłym roku, co czwarta zajmowała się właśnie handlem, niemal co piąta produkcją, a co szósta – budowlanką. Łącznie w jednej z tych branż ogłoszono aż 65% wszystkich upadłości w ubiegłym roku.

W czołówce najbardziej konkurencyjnych gałęzi gospodarki mieści się również transport drogowy (22 upadłości w 2018 r.) oraz wynajem i zarządzanie nieruchomościami (20 upadłości). Najrzadziej w ubiegłym roku upadały przedsiębiorstwa z takich branż, jak dostawa wody i gospodarowanie ściekami, edukacja czy rolnictwo i leśnictwo. Łącznie stanowią niecałe 2% wszystkich upadłości.

Trendy związane z ryzykiem raczej nie zmienią się znacznie w 2019 r. Według danych COIG, do końca czerwca upadały przede wszystkim firmy handlowe, przemysłowe lub budowlane, a najrzadziej – przedsiębiorstwa związane z górnictwem i wydobywaniem oraz firmy działające w kulturze i edukacji.

Dlaczego firmy upadają?

Przygotowując nasz raport, przeprowadziliśmy badanie wśród pracowników i właścicieli firm z całego kraju. Spytaliśmy w nim m.in. o problemy, które w ich opinii najczęściej wpędzają firmy w bankructwo, oraz o zagrożenia, których najbardziej się obawiają w związku z prowadzoną przez nich działalnością.

Grafika przedstawiająca najczęstsze problemy firm

Wysokie koszty prowadzenia działalności

To zdecydowanie najczęściej wybierana odpowiedź – w naszym badaniu jako przyczynę problemów wskazało ją 19% respondentów, w tym co szósty pracownik i co piąty właściciel firmy. W przeciągu kilku lat droższe stały się nie tylko koszty utrzymania pracownika (składki ZUS, płaca minimalna), ale również paliwo i energia czy kluczowe w produkcji surowce i materiały.

W obliczu rosnącej konkurencji i związanej z nią wojny cenowej, wyższe koszty trudniej przerzucić dziś na odbiorcę. Wiele firm, zwłaszcza tych z mniejszym kapitałem, nie jest w stanie sprostać rosnącym wydatkom.

Jak wynika z naszego badania, rosnących kosztów prowadzenia działalności obawia się aż 65% osób prowadzących działalność gospodarczą. 40% szefów spółek z o. o. przyznaje z kolei, że już zdążyło się zetknąć z tym problemem.

Niewypłacalni kontrahenci

Opóźnienia w płatnościach to drugi najczęściej wskazywany w naszym badaniu powód bankructwa. Zatory płatnicze stanowią ogromny problem przede wszystkim dla mniejszych przedsiębiorstw – wystarczy kilku nierzetelnych kontrahentów, by zupełnie załamała się ich płynność finansowa. To z kolei często wywołuje efekt domina: bez należnych im pieniędzy firmy same nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań, powodując problemy kolejnych przedsiębiorstw.

Jak wynika z danych BIG InfoMonitor1, w pierwszej połowie 2019 nawet co drugi przedsiębiorca czekał na uregulowanie płatności przez kontrahenta ponad 60 dni po terminie. Zatory płatnicze dotykają przede wszystkim takie branże, jak budownictwo czy handel.

Problemów związanych z niewypłacalnymi lub nieuczciwymi kontrahentami obawia się blisko połowa osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Co czwarta z nich już musiała się z nimi mierzyć – podobnie jak co trzeci szef małej firmy.

Brak pracowników

Co dziesiąty badany (w tym co piąty członek zarządu lub rady nadzorczej) zwraca uwagę na braki kadrowe. Firmy mają problemy nie tylko ze znalezieniem specjalistów, ale również tańszych, niewykwalifikowanych pracowników – szczególnie poszukiwanych w branży budowlanej. To duży hamulec dla rozwoju przedsiębiorstw, które są zmuszone ograniczyć przyjmowanie nowych zleceń i wstrzymać kluczowe dla nich inwestycje. Niedobór pracowników przyspiesza również wzrost płac, wpływając na wzrost kosztów prowadzenia działalności.

Z niedoborem pracowników zetknął się już co drugi właściciel małej firmy. Zagrożeń wynikających z braków kadrowych obawia się aż 7 na 10 szefów firm budowlanych.

Niesprzyjające zmiany prawne

Aż 54% badanych obawia się nowych przepisów, które mogą utrudnić im prowadzenie działalności. Co dziesiąty przyznaje, że zmiany w prawie już teraz są dla firmy przeszkodą.

Nowe regulacje mogą nawet zupełnie zmienić krajobraz na rynku. Przykładem jest choćby ustawa o zakazie handlu w niedziele, która weszła w życie w 2018 r. „W ciągu pierwszego roku jej obowiązywania zamkniętych zostało aż 16 tysięcy małych rodzinnych sklepów, którym nowe przepisy miały przecież pomóc” – pisze Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w wysłanej wiosną petycji do premiera.

Bankructwo przez nieostrożność?

Jak wynika z analiz Euler Hermes2, z ryzykiem upadłości muszą liczyć się przede wszystkim młode firmy. Po pierwszym roku upada 30% małych i średnich firm, a po 5 latach – aż 70%. Za ich bankructwem często stoi niewystarczające przygotowanie do prowadzenia własnego biznesu oraz błędy w zarządzaniu.

W naszym badaniu wzięliśmy pod lupę doświadczenia polskich przedsiębiorców. Zapytaliśmy w nim właścicieli firm o to, jak przygotowują się do prowadzenia własnego biznesu oraz sprawdziliśmy, czy podejmują odpowiednie kroki, by uniknąć największych zagrożeń i oddalić widmo upadłości.

Internet głównym źródłem biznesowej wiedzy

Skąd właściciele firm czerpią wiedzę niezbędną do zarządzania własnym biznesem?

Przede wszystkim z internetu – tam potrzebnych informacji szuka 27% przedsiębiorców. 19% ma już doświadczenie zawodowe w swojej branży, a 18% korzysta z wiedzy innych, regularnie konsultując swoje działania z innymi znajomymi przedsiębiorcami.

Wykształcenie ekonomiczne deklaruje niecałe 9% respondentów. Częściej niż na wyższej uczelni przedsiębiorcy zdobywają wiedzę na kursach zarządzania biznesem – robi tak 11%.

Tylko co szósta firma regularnie analizuje rynek

35% badanych przyznaje, że w ich firmie nigdy nie została przeprowadzona szczegółowa analiza rynku, obejmująca np. badanie konkurencji, ocenę szans i zagrożeń czy weryfikację popytu i podaży. Ten krok pominęli zwłaszcza respondenci prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą – ponad połowa z nich nigdy nie przyjrzała się bliżej sytuacji na rynku.

Grafika przedstawiająca procent firm przeprowadzających analizę rynku

Niecałe 15% firm taką analizę wykonało tylko raz. 29% respondentów przyznaje z kolei, że podobne działania są podejmowane ich przedsiębiorstwie przynajmniej raz na kilka lat.

Kontrahenci? „Nie weryfikuję, bo nie potrzebuję”

Swoich kontrahentów przed rozpoczęciem współpracy weryfikuje 6 na 10 firm. Wśród najczęściej stosowanych metod sprawdzania przyszłych partnerów biznesowych przedsiębiorcy wskazują przede wszystkim weryfikację firmy w KRS lub CEIDG (30%) oraz wyszukanie opinii w internecie (29%). Blisko co ósmy respondent dodatkowo kontaktuje się również z poprzednimi klientami potencjalnego kontrahenta. Niecałe 7% badanych korzysta z wywiadowni gospodarczych lub sprawdza wypłacalność swoich kontrahentów w BIK.

Choć większość przedsiębiorstw stara się chronić przed nieuczciwymi partnerami biznesowymi, wciąż zaskakująco wysoka jest liczba firm, w których nie podejmuje się żadnych działań, by uniknąć zatorów płatniczych. Blisko co piąty badany przyznaje bowiem, że w ogóle nie weryfikuje swoich kontrahentów, najczęściej uzasadniając to krótko: „nie potrzebuję”.

Grafika przedstawiająca procent firm weryfikujących kontrahentów

Pod tym względem najbardziej nieostrożne są osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą – aż 31% z nich nigdy nie weryfikowało swoich kontrahentów.

Co czwarty szef rozlicza się sam

Do upadku firmy może przyczynić się również nieodpowiednia kontrola finansów. By zminimalizować ryzyko wynikające z niedbałej rachunkowości, prowadzenie księgowości najbezpieczniej powierzyć zewnętrznej firmie. W taki sposób rozlicza się 68% właścicieli firm, którzy wzięli udział w naszym badaniu.

Spośród szefów przedsiębiorstw 26% przyznaje jednak, że księgowością zajmuje się samodzielnie. 4% zatrudnia księgowego, a 1% deklaruje, że rozliczenia w ramach dodatkowego zadania prowadzi jeden z pracowników.

Gdy zbliża się widmo upadłości

Zarówno szefów, jak i ich pracowników spytaliśmy o najskuteczniejsze w ich opinii działania, które można podjąć w obliczu utraty płynności finansowej firmy.

Grafika przedstawiająca najczęściej wybierane sposoby na odzyskanie płynności finansowej

Najczęściej wybierane sposoby na odzyskanie płynności finansowej firm różnią się w zależności od pozycji, jaką zajmują w nich nasi respondenci. Według osób decyzyjnych (właścicieli, wspólników oraz członków zarządu i rady nadzorczej), by zaradzić problemom finansowym przedsiębiorstwa, w pierwszej kolejności należy sięgnąć po pieniądze z rezerwy finansowej lub – w przypadku jej braku – zasilić finanse firmy prywatnymi środkami. Takiej odpowiedzi udzielił co szósty respondent. Średnio co dziesiąty widzi rozwiązanie we wzięciu kredytu (11,3% odpowiedzi) lub rozpoczęciu restrukturyzacji (10,8%).

Na potencjalną kryzysową sytuację nieco inaczej patrzą pracownicy. Według nich w pierwszej kolejności (18% odpowiedzi) należałoby poszukać sposobów na obniżenie kosztów prowadzenia działalności. Drugim krokiem jest wykorzystanie rezerw finansowych (16%), a trzecim – restrukturyzacja (15%).

Co ciekawe, pracownicy nieco częściej niż zarządzający jako rozwiązanie wskazują windykację wierzycieli firmy. W pierwszej grupie tę odpowiedź wskazało 9% badanych, a w drugiej – 7%.

Ryzyko wliczone w koszty

Rozwój gospodarczy napędził przedsiębiorczość, a wraz z nią zwiększyła się konkurencyjność i ryzyko prowadzenia własnego biznesu. W parze z niskim bezrobociem daje to obraz rynku, na którym na drodze do sukcesu jeszcze ważniejsza jest innowacja, ostrożne podejście i… trochę szczęścia. To kluczowe zwłaszcza w przypadku mikrofirm, zatrudniających do 9 pracowników.

Grafika przedstawiająca czego najbardziej obawiają się przedsiębiorstwa

Prowadzenie biznesu nie jest dziś ani łatwe, ani tanie. Właściciele firm wydają się być świadomi zagrożeń, jakie czyhają na nich na rynku. Wielu z nich wciąż nie podejmuje jednak odpowiednich kroków, by się przed nimi uchronić. I choć nie ma biznesu bez ryzyka – czasami nawet niepozorne działania mogą oddalić widmo upadłości.

1 https://media.bik.pl/publikacje/read/438807/polowa-firm-czeka-na-zaplate-za-towar-ponad-dwa-miesiace-najgorzej-jes
2 http://web.archive.org/web/20171208235604/http://www.eulerhermes.pl/euler-hermes-w-polsce/centrum-prasowe/wiadomosci/Pages/170823_Problemy-sektora-MSP-i-budownictwa.aspx

Metodologia

Badanie zostało przeprowadzone na przełomie sierpnia i września 2019 r. metodą wywiadów internetowych. W badaniu wzięło udział 504 respondentów z całej Polski: pracowników, właścicieli i wspólników oraz członków zarządów lub rad nadzorczych.

KontaktPolub nas na FacebookuSklepy firmDodaj ogłoszenieWyszukiwarka firm